<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Jak gospodaruję w domu">
<author_1="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1951">
<month="8">
<date="1951-08-12">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Czytając w 28 numerze „Przyjaciółki" list p. Lesińskiej pragnę się podsielić moimi uwagami z innymi czytelniczkami. Zdaje mi się, że za takie pieniądze p. Lesińska nie najlepiej gospodaruje. Ja muszę gospodarować za mniejsze pieniądze. W jednej rzeczy przyznaję p. Lesińskiej rację, bo i ja uważam, że obowiązkiem żony jest stale pomagać mężowi w utrzymywaniu domu. Jest nas pięcioro, mąż, ja i troje dzieci. Dwoje z nich chodzi do szkoły, najstarszy w zeszłym roku został przyjęty na kurs przygotowawczy na Uniwersytet w Warszawie j dostaje stypendium. Radzi sobie sam. Mąż niewykwalifikowany robotnik zarabia niewiele. Jasne, że żyję z ołówkiem w ręku, do tego też przyzwyczajam moje dzieci. Nie jest nam lekko, ale lżej niż było. Jestem córką chłopa i żoną robotnika, sama od 12-go roku życia byłam na posługach, a i po wyjściu za mąż, jak się tylko dało chwytałam się każdej pracy. Mój najstarszy syn, który kończy 20 lat od maleńkości pomagał mi w domu. Był czas, gdy syn się urodził 1931 r., mąż był długo bezrobotny, żyliśmy z tego co zarabiałam z prania po domach. Jak pomagam mężowi teraz? Od kilku lat pracuję w czasie żniw i kopania kartofli w PGR-ze, który jest niedaleko nas. Przy domu mam ogródek i trzymam kury. Już drugi rok mam także wieprzka. Nie wiem jak w dużym mieście, ale u nas to bardzo się opłaca. Spisujemy teraz ze starszą córką, która ma 12 lat ile na co dokładnie wydaję tygodniowo. Przyślę do Ciebie droga „Przyjaciółko" moje rachunki, żebyś może poprawiła, jak coś niesłusznie robię.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
